Małe i lokalne inicjatywy o wielkiej mocy

Uderza Was czasem, że w Polsce ciągle tak mało jest inicjatyw lokalnych i bliskich sercu? Takich, gdzie chciałoby się powiedzieć, że wspieranie jakiejś idei po prostu raduje? Zacznijmy od miejsca zamieszkania każdego z nas. Ja akurat mieszkam na osiedlu tzw. zamkniętym czyli w preferowanej przez stolicznych deweloperów formie zabudowy od jakiegoś czasu. Niestety… Wewnątrz mojego osiedla nie ma akurat na szczęście okratowanego drugiego osiedla ale są i takie przypadki, w stolicy bynajmniej… I teraz na zakupy do sklepiku idziemy krętym korytarzem pomiędzy otaczającymi siatkami. Spacerownik jak nic

No ale pomyśleć by można – osiedle osiatkowane – więc małe – i pewnie mieszkańcy w środku stoją za sobą murem znaczy ogrodzeniem Otóż wcale nie. Żadnych wspólnych inicjatyw. Bynajmniej u nas. My psiarze (pewnie pamiętacie, że jestem posiadaczem zwierzaka gatunku labrador, barwy czekoladowej, wagi 40kg) znamy innych psiarzy, rodzice z dziećmi znają inne dzieci i ich rodziców ale nie aż tak, żeby sobie aparat pożyczyć, pójść na wspólną imprezę czy potomstwa popilnować… Każdy sobie rzepkę skrobie. A mogłoby być tak fajnie.

Jakiś niedługi czas temu mój mąż natknął się przypadkowo na ubieranie choinki na głównym placu osiedla przez … ochroniarzy i dziewczyny sprzątające na osiedlu i jego komentarz był taki – Przecież można było z tego zrobić świetną inicjatywę, wspólne ubieranie choinki przez mieszkańców z dziećmi, kolędy, impreza, wspólne życzenia… Rozmarzyliście się? Oczywiście nic takiego się nie stało. Choinka powstała, postała i znikła. A nasz zarząd spółdzielni pozostał tak jak stał za papierowymi formularzami i kontaktem telefonicznym jeżeli chcesz obywatelu zgłosić jakąś ideę albo nie daj Boże coś Ci nie odpowiada. To ten rok miał być rokiem mobile or what? Ciekawa jestem czy Wy znacie jakieś przypadki spółdzielniano-wspólnotowe, które odkryły już technologię mobilną czy chociażby Internet… Właśnie, na szczęście są Internety!

Święta, święta i po świętach, lokalna osiedlowa choinka przeminęła ale za to w styczniu, pojawiła się bardzo fajna inicjatywa, której ja się osobiście nie spodziewałam. Znaczy czułam, że sytuacja, nazwijmy to, dojrzewa do tego ale przecież ta społeczność jest tak pełna indywidualności, osobowości zupełnie różnych, niektórzy mówią nawet, że ekshibicjonistycznych i egocentrycznych, trochę w tym względzie artystycznych … a tymczasem w sobotę 18 stycznia powstało Polskie Stowarzyszenie Blogerów i Vlogerów. Dziwicie się? Może wbrew pozorom nie ma się bardzo czemu dziwić w świecie cyfrowym gdzie ciekawe idee mają szansę zaistnieć szerzej, gdzie już 10% europejskich konsumentów to zaangażowani prosumenci, a ponad 68% internautów (w Polsce!) deklaruje chęć współtworzenia produktów i usług pospołu z markami i gdzie serwisy typu PolakPotrafi zyskują dofinansowanie 1,8 mln zł dla 664 zgłoszonych, czasem dziwacznych ale sympatycznych, projektów od 24 351 osób (największy otrzymał 97,8 tys zł), a Siepomaga nawet przebija powyższy z wynikiem 8,5 mln zł zebranych od 113 706 „pomagaczy” na ponad 800 projektach charytatywnych. Wystarczy też spojrzeć na profile facebook’owe wszelkich organizacji pomocowych. Jest Moc! Potencjał.

Tylko właśnie, jest? Przekazywanie pieniędzy to dalej najmniej angażująca forma pomocy, czy też udzielania się w społecznościach – wystarczy kliknąć i przelać nie wychodząc z domu. Z 74% Polaków wskazujących w corocznych badaniach, że pomagają i udzielają się społecznie 40% daje raz w roku pieniądze na WOŚP. Co też jest rzecz jasna ważne. Ale może da się coś więcej z nas wykrzesać? A może zaangażowanie wirtualne to tak jak w teorii sprzedaży „stopy w drzwiach” tylko pierwszy krok, żeby społeczeństwo rozochociło się do bardziej angażujących form aktywności?

No to jeszcze trochę optymizmu… W Polsce poczucie wpływu jednostki na to co się dzieje wokół na poziomie państwa wzrosło przez ostatnie kilkanaście lat z poziomu 7% do ponad 36%, a na poziomie bardziej lokalnym do 52%. Całkiem nieźle, chociaż to wciąż pozostawia 60% tudzież 50% tych co nie wierzą i dlatego im się nie chce bądź na odwrót… Postawa „chce mi się” & „ufam” jest silniejsza wśród osób młodszych. Cytując badanie CBOS’u: Poczuciu podmiotowości obywatelskiej sprzyja młody wiek ankietowanych – im są młodsi, tym częściej sądzą, że ich opinie i potrzeby mają znaczenie dla decyzji podejmowanych na szczeblu krajowym (zob. tabele aneksowe). Przekonanie to jest również tym powszechniejsze, im wyższy poziom wykształcenia badanych. Najczęściej możliwy wpływ obywateli na sprawy kraju dostrzegają mieszkańcy dużych miast, osoby o najwyższych zarobkach i badani o poglądach lewicowych. Spośród grup społeczno-zawodowych taką opinię częściej niż inni wyraża średni personel i technicy, a przeciwne zdanie dominuje wśród pracowników usług. Jakie jesczez mamy badania? 43% Polaków interesuje się wolontariatem. 87% wie, że działając razem można osiągnąć więcej. 89% działanie w grupie daje satysfakcję, a 29% pomaganie sprawia przyjemność i wyaża ich wartości życiowe. Jest nadzieja

Pewnie nasuwa się Wam pytanie, a jak tam inne kraje? No to już mówię – co rok Charities Aid Fundation publikuje Światowy Index Dobroczynności (raport bazuje na danych ze 135 krajów obejmujących 94% populacji światowej), przy czym badane są tam 3 obszary tudzież zadawane 3 pytania – Czy w ostatnim miesiącu przekazał Pan/Pani pieniądze na cele dobroczynne (1), zaangażował się w pracę społeczną organizacji pozarządowej (2), pomógł obcej osobie (3)? No i Polska w zestawieniu z 2013 na miejscu 84. No średnio to wypadło… Przez ostatnie trzy lata liderem dobroczynności była Australia „wygrywając” największym odsetkiem osób, które pomogły obcej osobie (3). W ostatnim rozdaniu natomiast w koszulce lidera Stany Zjednoczone, następnie Kanada i Birma (Myanmar). W Europie najwięcej zachowań filantropijnych zanotowano w Irlandii, Wielkiej Brytanii i Holandii. Polska otwiera grupę państw z Europy Centralnej i Wschodniej, które pomagają relatywnie mało. Mniej aktywni są od nas Czesi czy Łotysze, a bardziej – Węgrzy, Słoweńcy i w zasadzie cała Zachodnia Europa. Polacy najchętniej ze wszystkich trzech badanych zachowań okazują pomoc osobie, której nie znali (3) – 37% wskazań, wsparcie finansowe (1) – 32%, i niestety najmniejszy odsetek – angaż w prace społeczną w organizacjach pozarządowych (2) – 12%.

Dlatego uważam, że w dobie dominujących wirtualnych klikaczy i przelewaczy niezbędne są również bardzo realne formy pracy, pomocy i współpracy i ich promocja. Na przykład wspomniana inicjatywa PSBV jest po prostu ciekawa, fajna i zasługuje na uwagę, bo tutaj w ogóle nie o zbieranie pieniędzy chodzi, a o wspólne prace wspierające jednostki w ramach pewnej profesjonalnej społeczności. No bo to nasze blogowe poletko jest już całkiem duże i cały czas spotężnieje (wystarczy spojrzeć na ranking Kominka najbardziej wpływowych blogerów czy zainteresowanie BRIEF’u blogosferą w postaci wywiadów z Natalią Hatalską czy laboratorium „marka a bloger ” gdzie do dyskusji zaproszono m.in Artura Kurasińskiego (Ak74.pl), Michała Góreckiego (Michal-gorecki.pl), Michał Stępnia (KotletTV)) ale cały czas nie do końca rozpoznane i „okiełznane” przez innych, a tym samym zaufane. Ci inni to marki, szeroko pojęte władze centralne i lokalne czy inne „klasyczne” media. Stąd też próba zjednoczenia, uporządkowania, wyjaśnienia. Jakie konkretnie obszary staną się przedmiotem pierwszych projektów PSBV? Między innymi współpraca międzynarodowa, wypracowywanie standardów i norm prawnych, pomoc w kontaktach b/vlogera z instytucjami państwowymi, żeby chociażby otrzymać akredytację dziennikarską, dostęp do danych, badania zjawiska blogosfery i jej oddziaływania na konsumentów, klientów… i tym podobne i tak dalej. Wcale nie pomocowe, wcale nie charytatywne a jednak pomocowe w ramach grupy i bardzo przydatne jako kolejny krok rozwoju tego zjawiska. Oficjalne cele PSBV i many many more tu.

Kolejny przykład małej ale wielkiej inicjatywy – zresztą sama zabiję się tu w pierś – to kejs Toffika… Wiecie kim jest Toffik? To psiak potrącony przez samochód, odratowany na własną rękę przez weterynarza i poddawany obecnie rehabilitacji. Ja do tej pory byłam za skracaniem zwierzakom niepotrzebnych cierpień i – unikając dyskusji w temacie czy weterynarz powinien odratować psiaka wbrew życzeniu właściciela – powiem tylko, że to psisko wbrew fatalnym notowaniom zdrowotnym zaczyna chodzić (!). Mam zalajkowane wydarzenie Toffika i śledzę jego postępy. No właśnie śledzę podobnie jak 1537 osób, które są uczestnikami wydarzenia… Część z nas płaci za rehablitację psiaka, duży procent udostępnia posty toffikowe ale.. dalej psisko nie znalazło stałego domu. Znaczy pozostaje w domu tymczasowym, którego właścicielka jest tak przesympatyczną i oddaną zwierzętom osobą, że wszyscy mamy cichą nadzieję, że tam zostanie ale nie zmienia to postaci rzeczy – nikt z nas nie zdecydował się na taki Toffikowy kłopot w domu na stałe. Oczywiście… ja mam laba-wariata, który nie wiadomo jak by się zachował w zabawie z niepełnosprawnym zwierzakiem, ktoś ma dużo pracy, ktoś często wyjeżdża, a dzieci mają alergię itd. itp. więc pomagamy wirtualnie… No i to też jest jakś postęp cywilizacyjny bo dzięki internetowi wychodzimy ponad poziom tzw. altruizmu krewniaczego (o ile to w ogóle był altruizm) i zaczynamy interesować się otoczeniem szerszym niż genetycznie związane z nami jednostki. Tym niemniej gdzieś też znajduje się na szczęście taka Pani Iza, która decyduje się poświęcić trochę więcej niż pieniądze czyli po prostu swój czas, duuuużo czasu ☺. Mega!

Owszem, niektórzy mogą powiedzieć, ze w Polsce jest ponad 80 tys stowarzyszeń (dokładnie 12 tys fundacji i 71 tys stowarzyszeń według raportu z 2010) i what the hell one wszystkie robią??? Można się nad tym zastanawiać, można też uznać, że kilku warto zaufać i pomóc im realizować cele statutowe.

Dodaj komentarz